Powiedzieć, że ją lubi dziewczyny

New Mode !

2019.06.07 20:22 Megis2008 New Mode !

In English :Hey everyone ! I want to say that it starts with a new DDLC mod ! It will be called "Tłoki Tłoki Art Club" ! This is the Polish name, so do not be surprised by this letter "ł". It will be based on what Doki doki, but I will definitely be fun! I will introduce you to the main girls!
Sayori-Clara: It disgraces the boys because in 1,2,3,4,5 and 6th grade, the boys tormented her and she all thought she was gay, but eventually she discovers that the main bochater is not. And she will encourage us to the art club. There is a rumor that he is suffering from asperger.
Natsuki-Ana(me :3): It is this Tsundere loves manga, anime etc. She is in a different boyfriend from her estate, but she will soon discover that it is not her true love: 3. It is rumored that she suffers from dyslexia.
FACT: This is Klara's best friend: 3
Yuri-Hanna: A typical loner and therefore Dandere. She is VERY shy. Lessons than breaks. Ania and Klara had to take the first step so that Hania finally opened. The rumor is that she is anti-social.
Monika-Suzya: She's just mean nobody's really fucking her, but everyone is afraid to tell her. She's crashing on the trolie (that's a classmate). She's VERY ugly. there are rumors that he likes to argue.
The planned release date of this game is August, but I do not promise anythin :3
PL: Hej wszystkim ! Chcę powiedzieć, że zaczyna się od nowego modu DDLC! Będzie nosił nazwę „Tłoki Tłoki Art Club”! To jest polska nazwa, więc nie zdziw się tą literą „ł”. Będzie oparty na tym, co Doki doki, ale na pewno będę zabawny! Przedstawię ci główne dziewczyny! Sayori-Clara: Obraża chłopców, ponieważ w 1,2,3,4,5 i 6 klasie chłopcy ją dręczyli i wszyscy uważali, że jest gejem, ale w końcu odkrywa, że ​​główny bochater nie. A ona zachęci nas do klubu sztuki. Krąży plotka, że ​​cierpi na aspergera. Natsuki-Ana (ja: 3): To właśnie Tsundere uwielbia mangę, anime itp. Jest z innego chłopaka ze swojej posiadłości, ale wkrótce odkryje, że to nie jest jej prawdziwa miłość: 3. Krąży plotka, że ​​cierpi z dysleksji. FAKT: To najlepszy przyjaciel Klary: 3 Yuri-Hanna: Typowy samotnik, a zatem Dandere. Ona jest bardzo nieśmiała. Lekcje niż przerwy. Ania i Klara musiały zrobić pierwszy krok, aby Hania wreszcie się otworzyła. Plotka głosi, że jest antyspołeczna. Monika-Suzya: Chodzi o to, że nikt jej nie pieprzy, ale wszyscy boją się jej powiedzieć. Rozbija się o wózek (to kolega z klasy). Jest BARDZO brzydka. Krążą plotki, że lubi się kłócić. Planowana data premiery tej gry to sierpień, ale nie obiecuję niczego: 3 A na wrzesień jest przewidywane spolszczenie.
submitted by Megis2008 to u/Megis2008 [link] [comments]


2018.07.11 15:21 Arald98 Pasta o Julce

PROLOG
lvl 9 Dawid idę sobie radośnie do podbazy to jeszcze ten czas, w którym lubi się chodzić do szkoły na początku lekcja Religii, potem przerwa - czas zabaw wszystko supi, gramy sobie w berka myślałem już, że to będzie taki piękny dzień gdy Golem przyszedł do szkoły... Golem był dwa lata starszy, i ciągle się nade mną znęcał nauczyciele nic mu nie robili, bo jego ojciec wpłacał im jakieś dotacje na kiju właśnie biegłem od ściany do ściany, aby uciec przed berkiem wtedy Golem znikąd podstawił mi nogę i przewróciłem się na twarz straciłem wtedy chyba trzy zęby mleczne przechodząc rzucił tylko ze śmiechem "Uważaj jak biegasz młody!" moje oczy zalały się łzami a koledzy zaczęli śmieszkować byleby przypodobać się Golemowi taka sytuacja nie miała miejsca po raz pierwszy zawsze, gdy chciałem być sam, uciekałem do szkolnej kotłowni mój tata - konserwator pracujący w szkole zawsze był zajęty i nie zauważał jak przemykam przez jego pokój żeby wejść do dziury znajdującej się za dużym bojlerem pomieszczenie, do którego prowadziła dziura (nazywane przeze mnie Smoczą Grotą) mogłoby pomieścić trzech dojrzałych mężczyzn jednak sama dziura, była nawet dla małego mnie dość ciasna jak zwykle wtuliłem się w kąt wyłożony miękką gąbką po chwili, po przeciwnej stronie Groty usłyszałem jakiś dźwięk na początku uznałem, że to tylko syczenie rury podłączonej do bojlera jednak gdy po chwili źródło dźwięku zaczęło świecić mi w oczy latarką okazało się, że jest to mała dziewczynka siedziała skulona w kącie i płakała, na mój widok odrobinę się przestraszyła jako mały gówniak jeszcze nie do końca wiedziałem jak into loszki więc zacząłem rozmowę najlepiej jak potrafiłem:
(D)awid - "Co robisz w mojej kryjówce? Idź stąd!" (J)ulka - "To wcale nie twoja kryjówka, jest tak samo moja, jak i twoja!" D - "Byłem tu pierwszy! Zaraz powiem mojemu tacie i cię stąd wygoni!" J - "To zróbmy tak - ty pozwolisz mi tutaj siedzieć, a ja pomogę ci rozprawić się z tym chłopakiem, który ci dokucza." J - "Przecież dlatego tu siedzisz i płaczesz, prawda?" D - "Wcale nie płaczę! Nie jestem frajerem! A skąd wiesz, że Golem mi dokucza?" J - "Golem?" - zaśmiała się pod nosem, jakby chciała sprawiać wrażenie, że ukrywa coś przede mną J - "Twój Golem to tak na prawdę całkiem pocieszny chłopak, każdy potwór ma w sobie trochę z owieczki" D - "Niech będzie! Mamy układ, nie wierze ze Golem się ode mnie odczepi przez jakąś babę!" J - "Podaj mi mały palec" - powiedziała wysuwając malutki palec prawej ręki, który zdawał się znikać w świetle latarki złapałem ją za palec używając mojego, tak właśnie miała się rozpocząć moja wieloletnia przygoda z Julką plan zgładzenia Golema stworzony przez Julkę był bardzo przebiegły na początek, miałem odciągnąć szkolną sekretarkę z sekretariatu przygotowałem czerwoną farbę i rozcieńczyłem wodą bez zbędnych ceregieli, gdy drzwi do sekretariatu się otworzyły wylałem na siebie zawartość przygotowanego pojemnika i zacząłem krzyczeć gdy ja trzepałem się na ziemi i zebrałem wokół siebie jakiś tuzin nauczycieli - Julka podeszła do komputera w sekretariacie i wydrukowała około trzydziestu zdjęć ojca Golema - pana Żarowicza oczywiście moi rodzice zostali wezwani do szkoły i miałem karę na wychodzenie z domu, ale jak niedługo później się przekonałem opłacało się gdy następnego dnia przyszedłem do szkoły na każdej ścianie było zawieszone zdjęcie ojca Golema z dorysowanym wąsem i napisem "ŻARÓWA PARÓWA" jak przystało na śmieszków w naszym wieku Golem gdy przyszedł do szkoły i zobaczył swojego starego na drzwiach ubikacji zaczął krzyczeć, że dowie się kto to zrobił i zabije afera na całą szkołę, specjalnie zwołali rodziców większości uczniów żeby znaleźć sprawcę ale to był dopiero początek poczekaliśmy aż wszystko się uspokoi w międzyczasie trochę lepiej poznałem Julkę
Dziewczyna jest rok młodsza ode mnie, ma krótkie blond włosy, które często wiąże w kitki. Jej tata importuje owoce i warzywa zza granicy i sprzedaje wielu firmom w Polsce. Jej mama jest malarką i aktorką teatralną. Lubi czytać książki i oglądać filmy oraz malować. Przez 8 lat przeprowadzała się kilka razy. W skrócie - życie zupełnie inne od mojego. Ja - syn szkolnego konserwatora i bezrobotnej chorej matki żyłem w zupełnie innym świecie.
kolejną fazą naszego planu, było dać znać Golemowi kto stąpa mu po piętach, jednocześnie będąc odpornym na kontrataki planem było wkręcić mu, że mamy zdjęcia jak pije piwo i wyślemy jego tacie wszyscy w szkole wiedzieli, że Golem rzeczywiście popija od czasu do czasu zobrazujcie to sobie - mały chłopaczek i drobna dziewczynka grożą dwa razy większemu chłopakowi prosto w twarz oczywiście - plan nie wypalił w głowie przewijały mi się wszystkie możliwe sytuacje, od spłukiwania w toalecie po łamanie kości starałem się jednak udawać pewnego siebie, byłem przekonany, że Julka wpadnie na jakiś pomysł jednak gdy się odwróciłem, zauważyłem ją schowaną za drzwiami łazienki i stałem tam, sam na sam, ja i mój odwieczny wróg Golem zaczął napierać na mnie chcąc mnie złapać całe życie przeleciało mi przed oczami, a nie było ono za długie próbując zablokować cios Golema, instynktownie podniosłem kolano do góry, utrzymując się na jednej nodze dzięki bogu zrobiłem to w odpowiednim momencie i w wyniku mojej paniki mój przeciwnik już leżał na ziemi oszołomiony ciosem z kolana w brodę wtedy wszyscy wokół zaczęli klaskać i śmiać się na widok płaczącego Golema ja jednak wcale nie byłem szczęśliwy, nie mogłem uwierzyć, że w momencie apogeum naszego starcia Julka zostawiła mnie samego po chwili zobaczyłem ją wybiegającą z toalety, z uśmiechem na twarzy odsłaniającym brakujące mleczne zęby podbiegła i wystawiła rękę jednoznacznie licząc na zwycięską "piątkę" D - "Dlaczego mnie tu zostawiłaś? Mogłem zginąć!" J - "Wcale nie! Wiedziałam, że ci się uda, musiałeś tylko uwierzyć w siebie" D - "Po prostu przyznaj, że się wystraszyłaś i uciekłaś... W końcu jesteś dziewczyną, nie wiem czego się spodziewałem" odszedłem pozostawiając Julkę z pobłażliwą miną, nie wydawała się ona smutna, wręcz przeciwnie, z jakiegoś powodu czuła radość i dumę następnego dnia Golem przeprosił mnie za wszystko co mi zrobił, wytłumaczył, że jego ojciec zajmuje się tylko i wyłącznie pracą, nie ma dla niego czasu i tylko na mnie odreagowywał od tego czasu zacząłem kumplować się z dwa lata starszym chłopakiem imieniem Grzesiek w końcu "każdy potwór ma w sobie trochę z owieczki" zobaczyłem się z Julką i spytałem, dlaczego ona płakała gdy spotkaliśmy się w Grocie odpowiedziała "Mój tata miał wypadek" nagle zbladła po chwili ciszy spytałem "Zostaniesz moją przyjaciółką?" uśmiechnęła się do mnie i pobiegła w stronę klasy
AKT I
lvl 14 przyjaźnię się od dłuższego czasu z Grześkiem właściwie to dzięki niemu stałem się dość popularny w szkole no i oczywiście jest jeszcze Julka jej ojciec zginął w tamtym wypadku zabrał ze sobą czteroosobową rodzinę z nadjeżdżającego zza zakrętu pojazdu od tamtego czasu bardzo się do siebie zbliżyliśmy, spędzaliśmy więcej czasu razem niż samotnie łączyło nas kilka zainteresowań - filmy, podobny rodzaj muzyki mimo wielu różnic, a może właśnie dzięki nim bardzo dobrze się dogadywaliśmy i zawsze mieliśmy jakiś temat do rozmowy w każdej szkole istnieje podział na kilka grup popularni, nerdy, metalowcy itp. itd. my tworzyliśmy swoją własną - we dwoje każdy ze szkoły nas znał, chociaż nic o nas właściwie nie wiedział nazywano nas pobłażliwie "Kochasiami" w pewien piątek wracałem do domu bardzo późno, pomagałem w organizacji dyskoteki szkolnej była zima, bardzo szybko się ściemniało szedłem właśnie aleją, która skraca moją drogę do domu o jakieś 300m rodzice zawsze zabraniali mi tędy chodzić nocą, nie ma tutaj żadnych reflektorów i często nocują tu bezdomni księżyc świecący między budynkami odbijał się w kałużach powstałych po niedawno wytopionym śniegu na budynku po lewej świeci lekką purpurą hotelowy neon pod skórzanymi butami słyszę powolny, harmonijny dźwięk pluskającej wody nagle staje się on dużo szybszy zdałem sobie sprawę, że ktoś za mną biegnie zacząłem biec przed siebie w strachu przed przestrogami rodziców w końcu skręciłem chowając się w wejściu do miejscowej rzeźni stałem odwrócony do ściany, licząc na szczęście cały się trzęsłem nagle poczułem delikatny dotyk na moich plecach oczywiście przestraszyłem się i krzyknąłem jako odpowiedź otrzymałem "Cicho bądź głuptasie!" wtedy zdałem sobie sprawę, że to Julka odwróciłem się do niej i już miałem coś powiedzieć, gdy zasłoniła mi usta delikatną drobną dłonią wyraźnie dając mi znak abym zachował ciszę za jej plecami zauważyłem dwa cienie szybko przemykające przez aleję staliśmy tak około dwóch minut, Julka cały czas trzymała rękę na moich ustach w końcu wyjrzała zza rogu i dała mi znak do wyjścia w drugiej ręce trzymała dużą butelkę szkockiej D - "To ty pijesz?" J - "Jasne, że nie!" - odpowiedziała z cichym śmiechem, jakby nadal bała się, że "cienie" wrócą D - "W takim razie skąd to masz?" J - "Ukradłam" - grymas na jej twarzy ukazywał samouwielbienie i dumę co bardzo mnie zdziwiło D - "Ukradłaś!? Że co?" J - "Nie panikuj, odniosę jutro obiecuję!" J - "Chodziło tylko o odrobinę adrenaliny, rozumiesz prawda?" - powiedziała sarkastycznie, jako że wiedziała, iż nigdy nie byłem ryzykantem J - "Masz zamiar tak tu stać? No chodź, pokażę ci coś!" pobiegłem żwawo za Julką, wyraźnie podekscytowany, zawsze uwielbiałem jej tajemniczość po 30. minutach już staliśmy pod budynkiem szkoły za dziurawą rynną leżała drewniana płyta, która po odsunięciu odsłaniała wybite okno dające dostęp do kotłowni szkolnej Julka odważnie wskoczyła do środka i wyciągnęła w moją stronę rękę z uśmiechem wskoczyłem za nią, po chwili już staliśmy przed "Smoczą Grotą" staliśmy tam dobre pięć minut, wtedy złapała mnie za rękę i przytuliła do ramienia miała na sobie kremowy sweter, czarną spódnicę do kolan i czarną czapkę założoną na uszy w taki sposób aby odsłonić jedynie jasną grzywkę lekko powiewającą przez ciepłe powietrze ze szkolnej wentylacji po chwili gwałtownie wzięła z biurka młotek i zaczęła powiększać wejście do Groty weszła do środka i pociągnęła mnie za rękę usiedliśmy oboje oparci o miękką wykładzinę Julka wyjęła z plecaka świecę i z pomocą zapałek rozpaliła ją rozświetlając małe pomieszczenie oparła głowę o delikatną ścianę, jej oddech uspokoił się, stał się ledwo słyszalny J - "Myślisz, że kiedy nas już tu nie będzie, to czy ktokolwiek będzie za nami tęsknił?" jej głos był spokojny i melodyjny, był cichy ale rozniósł się po kotłowni harmonijnym echem D - "Nie wiem i szczerze mówiąc to nie obchodzi mnie to" J - "Właściwie to mnie chyba też nie..." jej ciemnozielone oczy zaszkliły się, widać było w nich rozmyty blask świecy D - "Ale zawsze możemy liczyć na siebie, prawda?" momentalnie rozpromieniała a na jej twarzy pojawił się stłumiony uśmieszek, jakoby spodziewała się moich słów przez chwilę patrzyliśmy wspólnie w ogień świecy odwróciłem się próbując coś powiedzieć zobaczyłem leżącą spokojnie Julkę, jej oddech był rytmiczny i spokojny - spała przykryłem ją moim płaszczem i zabrałem butelkę whiskey wyszedłem z dziury i odniosłem butelkę do sklepu, przepraszając za to co zrobiłem na szczęście sprzedawca okazał się całkiem miłym facetem wróciłem do szkoły i położyłem się obok Julki po chwili zasypiając
AKT II
lvl 17 wyprowadziłem się do miasta, tak się złożyło, że razem z Julką nowe znajomości, pierwsze inby właśnie na jednej z nich poznałem Natalię wysoka, śliczna brunetka, marzenie każdego faceta w okolicy trochę zacząłem olewać Julkę, w moim domu ciągle przesiadywała pierwsza miłość Julka wydawała się uradowana, że miałem dziewczynę bardzo zmieniła się przez te kilka lat, stała się bardziej skryta i cicha nawet zaczęły się lubić - wspólnie malować paznokcie i inne takie babskie sprawy cieszyłem się, ale w głębi duszy miałem nadzieję na odrobinę zazdrości minęły trzy miesiące a Natalia zamieszkała z nami nasze mieszkanie było całkiem spore, tylko dwa pokoje ale z pokaźną powierzchnią w szkole szło mi świetnie i w dodatku w każdy weekend inby ze śliczną dziewczyną moją osiemnastkę spędziliśmy w trójkę w plenerze, nie chciałem robić z niej imprezy gdy Julka zasnęła przeżyłem swój pierwszy raz z Natalią mijały kolejne tygodnie od czasu do czasu wpadał do nas Grzesiek ale nie będę tracił czasu na opisywanie moich relacji z nim w każdym razie był to mój najlepszy kumpel pewnego razu poszedłem z Grześkiem i Natalią do klubu Julka musiała uczyć się do egzaminu i tak zawsze tylko stała przy barze i wychodziła bardzo szybko typowa imprezowa rutyna lufa, lufa, do łazienki na blanta, kolejna lufa minęło tak z 2 godziny na tańczeniu, ładnie się wkręciłem poznałem jednego Tomka, gadaliśmy sobie o filmach, wydawał się spoko mordeczką z oczu zniknęli mi Grzesiek i Natalia no to idę do łazienki ich poszukać, nawet w damskiej sprawdziłem - nic idę na parking zapalić fajkę no a z mojego samochodu słychać jęki otwieram drzwi a tam Grzesiek pier,doli moją dziewczynę oczywiście tłumaczenie, że to przez alkohol i zioło kazałem im obu spier,dalać do domu wróciłem wkur,wiony jak nigdy, zebrałem rzeczy Natalii i wyrzuciłem przed mieszkanie Julka nawet o nic nie pytała, wyraźnie wyczuła co się stało położyłem się do łóżka całą noc nie mogłem spać późną nocą do mojego pokoju przyszła Julka stanęła przed moim łóżkiem, w długiej koszulce sięgającej jej prawie do kolan z mokrymi, rozpuszczonymi włosami chwilę tak stała i patrzyła na mnie, chyba myśląc, że śpię jej sylwetka była idealnie widoczna w świetle księżyca przebijającym się przez firany po chwili cicho podeszła do łóżka i delikatnie wsunęła pod grubą, ciężką kołdrę przytulając do mojej piersi oczywiście pomyślałem, że to dość jednoznaczne ale nie myślałem o tym za dużo owej nocy po dużej ilości alkoholu obudziłem się wcześnie rano, obudził mnie dźwięk rozbijanej butelki piętro wyżej Julka wciąż spała a spod puchowej kołdry wystawał tylko jej mały nosek objąłem ją delikatnie przez te wszystkie intensywne dla mnie miesiące ona pilnie się uczyła, nigdy mi nie dorównując lecz będąc niewiele gorsza nigdy nie chodziła na imprezy, zawsze wolała ciszę i spokój od facetów również się odganiała jestem też przekonany, że nigdy się nawet nie całowała - mimo niewątpliwej urody może jest lesbijką? Nie - nie ukrywałaby tego przede mną Natalia miała dwóch facetów przede mną, nie była dziewicą gdy zaczęliśmy być razem poczułem się dość wyjątkowo myśląc, że nikt nie zbliżył się do Julki tak bardzo jak ja mimo, że jedynie się czasem przytulaliśmy, to jej ciało należało do mnie tak jak do nikogo innego nigdy wcześniej co ja w ogóle gadam? ona wcale nie jest w moim typie... to po prostu dobra koleżanka muszę jej powiedzieć, że nic z tego nie będzie wyskoczyłem z łóżka, ubrałem się i usiadłem na fotelu stojącym przed łóżkiem na którym wciąż spała Julka po jakiś dwudziestu minutach otworzyła oczy ziewając i przeciągając się niczym kot spojrzała na mnie ze słodkim uśmiechem czułem się okropnie będąc zobligowanym do powiedzenia jej co o nas myślę w końcu w ogóle do siebie nie pasowaliśmy! D - "Słuchaj, powiem prosto z mostu... My nie możemy być razem, ja nie myślę o tobie w ten sposób" na jej twarzy pojawił się grymas zdziwienia a jej oczy zalały się łzami D - "To nie chodzi o to, że czegoś ci brakuje, po prostu... nie pasujemy do siebie, wolę inny typ dziewczyny" mój głos stał się drżący, wręcz histeryczny nawet nic nie odpowiedziała, tylko wybiegła z płaczem ubrała się i wyszła
AKT III
Julka wróciła wtedy bardzo późnym wieczorem, śmierdziała alkoholem, była kompletnie pijana było to do niej bardzo niepodobne, wystraszyłem się położyła się na kanapie i zaczęła śmiać opowiedziała mi o poznanym chłopaku, dała mu swój numer i umówiła się za kilka dni chyba nigdy nie widziałem jej tak szczęśliwej wywołało to u mnie zakłopotanie, trochę mnie to dobiło ale w końcu czego się spodziewałem? Sam tego chciałem następnego wieczora poszedłem trochę odreagować na imprezę do pobliskiego klubu oddalonego zaledwie trzy przecznice od mojego mieszkania poznałem tam Weronikę, była bardzo ładna choć inteligencją nie grzeszyła, ale właściwie to tego było mi trzeba po kilku drinkach i gładkiej gadce była moja mi alkohol jakoś do głowy nie uderzył ale zabrałem ją do mieszkania kazałem jej być cicho, żeby nie obudzić Julki ale była tak pijana, że obijała się o wszystko na swojej drodze wreszcie doszliśmy do mojego łóżka, popchnęła mnie na nie i od razu przeszła do rzeczy jakoś nie sprawiało mi to takiej przyjemności jakiej się spodziewałem... nagle w całym mieszkaniu rozbłysło światło w progu drzwi stała Julka i patrzyła na nas przez chwilę zaczęła się wydzierać, że jest moją dziewczyną i kazała Weronice spier,dalać z naszego mieszkania gdy ta wybiegła z mieszkania całkiem naga Julka zaczęła się głośno śmiać mi wcale nie było do śmiechu D - "Wytłumaczysz mi co to było? Myślisz, że możesz odpie,rdalać takie rzeczy!?" J - "Och daj spokój, znajdziesz sobie kolejną idiotkę" D - "Ha! Ty jesteś po prostu zazdrosna bo wcale mi się nie podobasz a od tylu lat się o to starasz!" D - "Zrozum - MIĘDZY NAMI NIC NIE MA - NIC!" trochę mnie poniosło nie... bardzo mnie poniosło J - "Myślisz, że jesteś lepszy ode mnie? Ja miałam tyle facetów na twoje miejsce, że nawet sobie nie wyobrażasz ty imbecylu!" J - "Ja robiłam tak dużo dla ciebie! Myślisz, że ktokolwiek zna cię tak jak ja? Że ktokolwiek sprawi, że będziesz szczęśliwy tak jak ja bym to zrobiła?" D - "O mnie nie masz co się martwić, ja będę szczęśliwy mogę ci to nawet obiecać!" nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek w taki sposób wybuchła J - "Masz rację... To koniec, mi już też nie zależy, idę do Marcina on chociaż o mnie w ogóle dba" D - "Marcina? Doroszańskiego Marcina? hahaha nie mówisz serio prawda?" J - "O co ci tym razem chodzi, co?" D - "Przecież on jest dilerem, nie mów, że nie wiedziałaś" J - "Wiedziałam ale nie obchodzi mnie to, on jest czuły i zależy mu na mnie" D - "No dalej Julka, nie bądź głupia przecież jemu zależy tylko na tym żeby cię zaliczyć i dobrze o tym wiesz!" J - "I może tego chcę! Tylko ty możesz sobie pozwolić na coś takiego?" D - "Daj spokój... ty nie jesteś taka. Przepraszam okej? Nie chciałem cię zdenerwować... Usiądźmy i pogadajmy na spokojnie" J - "Dobre mi sobie!" wybiegła z mieszkania z hukiem, byłem strasznie wkur,wiony wyjąłem z lodówki butelkę tequilli i usiadłem przed telewizorem minęły jakieś dwie godziny, było późno, zacząłem się martwić z głowy nie mogłem wyrzucić obrazu jej kochającej się z tym prostakiem co ja odje,bałem!? przecież zawsze mi na niej zależało! Zawsze ją kocha... czy ja? tak tak! Zawsze ją kochałem! Kur,wa mać co ja zrobiłem! moje serce przepełniła zazdrość i strach mimo, że ledwo stałem na nogach to wsiadłem do samochodu zadzwoniłem do Grześka on gdy tylko odebrał zaczął mnie przepraszać i pytał co się stało ja tylko spytałem o adres Marcina i rozłączyłem się minęło może 10 minut i już stałem przed blokiem, w którym mieszka Marcin wszedłem na trzecie piętro i stanąłem przed mieszkaniem nr. 7 w powietrzu czuć było zapach marihuany i alkoholu wziąłem głęboki oddech i zapukałem energicznie do drzwi otworzył Marcin, jego oczy były całe czerwone, ewidentnie był cholernie naćpany za jego plecami zobaczyłem Julkę, w samej bieliźnie, z strzykawką na stole moje serce na chwilę kompletnie stanęło powodując przeszywający ból w piersi wbiegłem do środka, delikatnie złapałem za szyję Julki próbując wyczuć tętno było bardzo słabe, a może wcale nie jest tak źle? Może to tylko alkohol uderza mi do głowy? w każdym razie muszę jej pomóc! wyjąłem z kieszeni telefon drżącymi rękoma wystukałem 112 po słowach "Potrzebuję karetki na ulicę..." poczułem pistolet przy skroni i usłyszałem "odłóż ten telefon skurwielu" zrozumiałe - zaraz wpadłaby tu policja i Marcin poszedłby siedzieć odwróciłem się do niego twarzą, spojrzałem prosto w oczy z pogardą na jego twarzy zobaczyłem uśmiech, pogardliwy kur,wa uśmiech jakby ze mnie kpił złapałem za jego ręce i podniosłem w taki sposób, że pistolet był skierowany ku górze jednak Marcin, dobrze zbudowany był silniejszy ode mnie po chwili przepychanki słychać wystrzał oboje upadliśmy na ziemię nie poczułem żadnego bólu szybko zacząłem obmacywać każdą część swojego ciała w panice szukając dziury od kul Marcin robił to samo Ha! Nic mi nie jest! ale Marcin też jest cały gdzie jest kula? nie potrzebowałem długiego czasu na odpowiedź odwróciłem się i zobaczyłem kanapę powoli zalewającą się krwią a w brzuchu Julki dziurę od kuli to co wtedy poczułem nie może zostać opisane słowami uczucie utraty ukochanej osoby przez własną arogancję i głupotę szybko wziąłem ją na ręce i pobiegłem do samochodu moje oczy były ciągle pełne łez, jechałem jak szalony nie raz mijając czerwone światła wreszcie dojechałem cały brzuch Julki był we krwi a na fotelu powstała jaskrawa kałuża szybko wbiegłem do szpitala wołając histerycznie o pomoc po chwili widziałem jak wieźli Julkę na salę operacyjną
AKT IV
minęła godzina, lekarze skończyli operować pielęgniarka powiedziała mi, że Julka jest w stanie krytycznym i jutro dowiemy się czy będą potrzebne kolejne operacje spojrzałem na nią leżącą w łóżku szpitalnym była spokojna, spała dokładnie ją obejrzałem duże czoło, krótkie nogi, lekko wykrzywiony nosek wszystkie wady jakie wcześniej zauważałem przemieniły się w odchylenia od ideału, kosmetyczne błędy popełnione przy kreacji anioła położyłem się obok głaszcząc jej miodowe włosy dużo myślałem o tym co przeszliśmy razem, o tym, że nigdy nie byłem sam dzięki niej o tym, jak ją potraktowałem i gdzie nas to doprowadziło po kilku minutach obudziła się otwierając duże zmęczone, zielone oczka i patrząc na mnie zadziwiona D - "Cześć" zacząłem śmiać się przez łzy D - "Jak się czujesz?" J - "Bywało lepiej" J - "Przepraszam... To wszystko moja wina!" D - "Nie przepraszaj! To wcale nie twoja wina, tylko i wyłącznie moja i to ja bardzo przepraszam" D - "Kocham cię, mała, na prawdę. Nie wiem dlaczego nie mogłem się do tego przyznać" objęła mnie i pocałowała w policzek D - "Wszystko już będzie dobrze. Pamiętasz co planowaliśmy? Ty będziesz aktorką a..." J - "... a ty prezydentem, tak pamiętam. Zamieszkamy na wsi i będziemy produkować bimber a potem umrzemy w wieku 80 lat jako szczęśliwi staruszkowie" D - "Ale my byliśmy naiwni jak to wszystko wymyślaliśmy!" J - "Wcale nie! Jeszcze nam się uda zobaczysz!" D - "Nie o to chodzi! Dużo lepiej byłoby hodować zioło!" na twarzy Julki pojawił się szeroki uśmiech patrzyliśmy na siebie przez długi czas wtedy pierwszy raz ją pocałowałem przytuliła się do mnie mocno i zasnęła byłem tak szczęśliwy, że chciałem zacząć krzyczeć chyba przez dwadzieścia minut śmiałem się do samego siebie wtedy zasnąłem Julka zmarła tej nocy w wyniku obrażeń wewnętrznych gdy się obudziłem w jej drobnej, zimnej rączce znalazłem pogięte zdjęcie to było nasze pierwsze wspólne zdjęcie po zamieszkaniu razem na odwrocie napisała:
"Wiem, że będziesz teraz załamany ale nie ma o co się martwić wyjdź teraz ze szpitala, pójdź do sklepu, ukradnij najdroższą butelkę szkockiej jaką znajdziesz. Teraz przyjdź do szkoły, przytul się do miękkiej wykładziny i podaj mi mały palec. I bądź szczęśliwy - obiecałeś mi to! "
submitted by Arald98 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2016.09.13 11:42 ben13022 Tylko frajerzy wierzą w demokrację. Ziemowit Szczerek podróżuje po Rosji.

Geopolityka przeżywa swój renesans - można zacząć się martwić o losy świata. W Rosji zieje z każdej strony. Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej Jadę z Sankt Petersburga na południe, do Nowogrodu Wielkiego. Dawnej stolicy nowogrodzkiej Rusi, kupieckiego państwa, które w obiegowej opinii robi za coś w rodzaju rosyjskich demokratycznych Aten - zakładając, że Moskwa to zamordystyczna, wojskolubna Sparta.
"Co by było, gdyby to Nowogród zjednoczył Ruś, a nie Moskwa?" - to jeden z ulubionych rosyjskich tematów rozważań "co by było, gdyby". Coś jak polskie "co by było, gdyby Polska wygrała z Hitlerem w 1939 roku?" czy "co by było, gdyby nie było zaborów?".
Nowogród, piszą jego apologeci, był republiką. Bogatą i cywilizowaną, w której już w XV wieku działały wodociągi, a poziom analfabetyzmu był niski jak nigdzie indziej w szeroko pojętej okolicy. Mieszkańcy nie mówili o nim po prostu Nowogród, nazywali go Nowogrodem Wielkim. Albo nawet Panem Nowogrodem Wielkim.
Jego obywatele byli handlarzami kontaktującymi się ze spokojną, rzeczową Skandynawią, a nie zdobywcami z rozmytych granic azjatyckich pustkowi. Gdyby to Nowogród podbił Moskwę, Rosja byłaby innym krajem. Tak się mówi. Wolnym, silnym i odpowiedzialnym.
Ale tak nie było. Nowogród czuł na plecach, od wschodu, coraz gorętszy oddech rosnącej w siłę Moskwy. Słyszał powarkiwania. Próbował się ratować, między innymi zwracając się o pomoc do polsko-litewskiego państwa, ale nic z tego nie wyszło - w 1478 roku armie Iwana III Srogiego zdobyły miasto i zniosły jego ustrój. Niecałe 100 lat później Moskwa zadała drugi cios: Nowogród najechał kolejny Iwan, tym razem Groźny, masakrując mieszkańców.
To był koniec bałtyckiej, zamożnej Rusi.
Autobus nazywa się Golden Dragon. Wolno się wlecze przedmieściami Petersburga, a ja patrzę, jak faceci z elektrycznymi kosiarkami ścinają trawę przy świeżutkich chodnikach. Jadę i patrzę na kraj wyasfaltowany, przystrzyżony i wymalowany grubą warstwą farby - bo w ten sposób, od Mołdawii, przez Ukrainę i Białoruś, po Rosję - przeprowadza się rewitalizację. Tak działa słynny deal władzy z ludem: my dajemy wam poczucie, że dbamy i się opiekujemy, a wy nie ładujecie się nam do poważnych spraw, między polityczną wódkę a gospodarczą zakąskę.
W autobusie czytam książkę, którą kupiłem na dworcu. O geopolityce, bo teraz wszyscy w Rosji interesują się geopolityką. Nie tylko w Rosji zresztą.
A gdy geopolityka przeżywa renesans - można zacząć się martwić o losy świata. W Rosji geopolityka zieje z każdej strony: z wystaw księgarni, z rozmów w kawiarniach. To, co kupiłem, to geopolityka dość brukowa, by nie powiedzieć - szmatława. Autor nazywa się Nikołaj Starikow i chciałem go poczytać, bo z tego, co wiedziałem, reprezentuje punkt widzenia przeciętnego taksówkarza, urzędnika, efesbeka, emeryta - czy innego speca od geopolityki, historii i ekonomii.
Geopolityk Starikow pisze na przykład tak: "Geopolitycznych graczy na planecie jest czworo: USA plus Wielka Brytania (Anglosasi), Europa z Niemcami i Francją na czele, Chiny i Rosja. Światowy hegemon właściwie podporządkował sobie wszystkich Europejczyków, których suwerenność jest skrajnie ograniczona. Amerykańskie bazy wojskowe w Niemczech stoją jak wkopane w ziemię, podczas gdy nasza armia z Niemiec już dawno wyszła. Przed kim USA bronią dziś Niemców? Przed Polską, członkiem NATO? A może przed członkiem NATO - Francją? Odpowiedź jest oczywista: armia USA chroni w Niemczech interesy USA".
  • Dziesięć minut przerwy! - ryczy szofer i zatrzymuje się na parkingu pod motelem połączonym z restauracją.
Chcę skorzystać z restauracyjnej toalety, ale komisyjnie odmówiono wydania mi klucza, bowiem kupiłem tylko pierożek z grzybami, a to za mało, by stać się pełnoprawnym klientem. Zasugerowano toaletę publiczną bądź krzaki. Zlitowano się jednak w końcu nade mną, dała o sobie znać słynna rosyjska dusza, i wpuszczono.
Sikam, patrząc to na wszechrosyjski napis upraszający klientów o niewrzucanie zużytego papieru toaletowego do sedesu, to na stojące obok pudełko pełne obesranej bumagi.
W Nowogrodzie świat już inny. Tu już nikt nic nie kosi ani nie maluje, a bloki się rozłażą jak wszędzie w Poradziecji. A w powietrzu unosi się ciągłość. Przy ul. Petersburskiej wznoszono taki sam budynek jak te z 50. i 60. lat, które stały obok. Z jednej strony stoją dźwigi, z drugiej na balkonie wisi już pranie, a starsza kobieta idzie w stronę drzwi objuczona siatami, jak było przed wiekami, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.
W miejskim autobusie jakaś pani ochrzania bileterkę, że zbyt szybko do niej podeszła.
  • Jeszcze nie usiadłam! - krzyczy.
Bileterka cichym, nienawistnym głosem informuje ją, że jest głupia i że jeśli biletu nie kupi, wezwie policję. Po chwili na bileterkę wrzeszczy cały autobus. Kierowca nie określa się po żadnej ze stron: co jakiś czas wychyla głowę z szoferki, krzycząc, że ma kij i zaraz może go użyć.
Facet, który zagadnął mnie w autobusie, widząc, że czytam Starikowa, ma na imię Dima. Zagadnął, bo sam też czyta Starikowa. I się z nim entuzjastycznie zgadza. Stereo: Starikow pcha mi się do głowy przez oczy, a Dima przez uszy. Wysiedliśmy, a on ciągle opowiada. Że wszystkie te "gówniane wartości", którymi kieruje się Zachód, to gra. Dima twierdzi, że przeznaczeniem Rosji jest porozumienie z Niemcami i Chinami, i wspólne rzucenie wyzwania USA.
Dima gada i gada, a ja zapytałem go o Nowogród: czy nie szkoda mu, że podbiła go Moskwa? Historia mogła być zupełnie inna.
Dima mruga oczami i ścisza głos. - Moskwa celowo próbuje upokorzyć Nowogród - syczy. - Żeby jego potęga już nigdy nie wzrosła!
  • Serio? - pytam, patrząc na Dimę, obawiam się, jak na idiotę.
  • Jasne! - odpowiada. - Zobacz, jaka tu bieda! I jak trudno dojechać, mimo że Nowogród przy głównej drodze Petersburg - Moskwa! A do Moskwy jeden pociąg, do Pitra kilka, kilka autobusów na krzyż... I teraz my - biedna, mała prowincja, a Moskwa - ot, stolica! Ale, przyjacielu, Moskwa trzyma nas pod butem, bo się nas boi!
  • Ale - pytam skołowany - czego się boi? Tradycji nowogrodzkiej demokracji?
Teraz Dima patrzy na mnie jak na idiotę.
  • Jakiej, nachuj, demokracji? - pyta. - Ty co, frajer, że w demokrację wierzysz?
Dima poszedł, a ja zostałem z tą jego spiskową teorią, w którą, jeśli się wprawiło mózg w tryb działania lekkiej paranoi, można było nawet od biedy zacząć sobie powierzywać.
Bo jeśli patrzeć na wszystko tak, jak patrzą zwolennicy spisków, to na przykład tak: najprostsza droga z dworca na kreml, symbol nowogrodzkiej potęgi, zastawiona jest wielkim obeliskiem z moskiewskim dwugłowym orłem na czubku. Pomnik wojennej sławy. Wokół niego poustawiano płaskorzeźby pokazujące wszystkie historyczne momenty, w których Nowogród przelewał krew: od odparcia wojsk włodzimiersko-suzdalskich, bitwę Aleksandra Newskiego z Teutonami na jeziorze Pejpus, przez opołczenie przeciw Napoleonowi, aż po wyzwolenie z rąk niemieckich w czasie II wojny. O masakrze z rąk któregokolwiek z Iwanów - ani słowa.
  • Przypadek? Nie sądzę - szepcze mi w mózg mój wewnętrzny Dima, a z głośników zamontowanych na pomniku sączy się wojenna rosyjska opowieść o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej.
Kreml jest odpacykowany i wygląda jak mumia umarłego państwa wystawiona turystom na żer. Przeszedłem przezeń i idę za rzekę, w stronę dzielnicy, która w starym Nowogrodzie była jego handlowym centrum. Teraz są tam park i niewielkie domki. Wołchow, rzeka, gigantyczna, wielka, jak muskularne ramię. Na moście stoi kilku starszych facetów i łowi ryby. Pytam o Nowogród.
  • Chujogród! - wrzeszczy jeden z nich. - Chujogród Wielki!
  • Pan Chujogród Wielki - dodaje drugi, spokojniej nieco.
  • Kradną na potęgę, nic się nigdy nie zmieni w tym jebanym kraju!
  • W ZSRR wszystko było super - dodaje drugi, bardzo spokojnie. - W kosmos ludzi puszczali, małpy puszczali, psy nawet puszczali, a teraz co - w 20 lat wszystko w pizdu rozjebali...
  • Tak tylko pytałem - mruczę i idę dalej.
Pani Wiera prowadzi galeryjkę z lokalnymi ozdobami bazującymi na tradycyjnej sztuce.
  • Nasze ozdoby są podobne do wikińskich - mówi, pokazując mi pierścienie, które sama zrobiła. - O, wzory, motywy. Tu - nasz statek. Jak drakkar, prawda? A tu...
  • ...nie da się ukryć, że swastyka - mówię.
  • A tak. Motyw solarny. Tradycyjny. Nasza sztuka wyraźnie odróżnia się od reszty Rosji. U nas była republika. Hanza, Skandynawia...
  • No właśnie - przytakuję. - A potem przyszła Moskwa i podbiła. Nie szkoda?
Pani Wiera zwraca na mnie oczy błękitne jak tysiącrublowe banknoty.
  • Ale za to teraz jedna Ruś. Święta - mówi. - A stolice? Ot, zmieniają się.
W Nowogrodzie jeszcze kilka razy się dowiaduję, że wszyscy politycy, włącznie z Putinem i Miedwiediewem, to suki i że Rosję sprzedali, a kiedyś to były rakiety, potęga i wakacje na Krymie. Teraz Krym, mówią, niby nasz, ale nie ma za co tam jechać.
Chodzę po mieście. Wygląda tak samo jak inne miasta w tej części świata. Rosja spóźniła się nieco na nowoczesność - jakieś 100 lat. W czasie, gdy w Europie powstawały wielkie kwartały mieszczańskich kamienic, w Rosji - niewiele. Cywilizacyjny ciąg, który wyssał chłopów z chat i ściągnął do miast, miał miejsce dopiero w ZSRR, i to dopiero wtedy powstały wielkie kwartały. Jednak już nie kamienic, ale bloków. Ale zawsze, czy to w XIX, czy w XX wieku - choćby Dima i Starikow zaprzeczali, ile chcieli - to Zachód był punktem odniesienia. Bo innego po prostu nie było.
Chodzę więc po mieście, które już widziałem wiele razy: na Ukrainie, w Mołdawii, na Białorusi. Z nudów czytam szyldy: Wielkoljuksnyj Miasokombinat, Staryj Zamok.
Szyld knajpy Staryj Zamok przedstawia nie lokalną wersję zamku, ale zachodnią, z gzymsami i wieżycami, z sinymi, a nie czerwonymi cegłami jak w kremlach. Napis jest stylizowany na gotyk, a nad wszystkim stoi rycerz ,nie ruski woj.
Wracam pociągiem. Siedzenie za mną kokoszą się jakieś dwudziestoparoletnie Szwedki czy Dunki, które nabijają się z brzmienia języka rosyjskiego. Najwyraźniej się go uczą. "Żyzń" - powtarzają, chichocząc. "Russkij", "Charaszo", "Koszka, katora żywiot w ogorodie".
Patrzę na rozwłóczenie za oknem i nie mam już siły na Starikowa. Wyciągam "Krutyje gorki XXI wieka" Dmitrija Trawina, liberała z petersburskiego uniwersytetu.
Trawin postuluje coś odwrotnego niż Starikow: skumać się nie z Chinami przeciwko Zachodowi, ale z Zachodem przeciwko Chinom. I przyjmować nie chińskie wartości i chińską dominację, ale wartości zachodnie. Trzeba demokratyzować, bo tylko demokratyczna kontrola skutecznie zwalcza korupcję i patologię. Trzeba brać pod uwagę emancypację kolejnych grup i dostosowywać do tych zmian strategię państwową, a nie szczuć konserwatyzmem.
Za oknami od czasu do czasu pojawiają się wysuszone chaszcze barszczu Sosnowskiego, wielkie jak rośliny z triasu czy jury.
Wysiadam w Petersburgu na Moskiewskim. Gdy tylko wychodzę z dworca, wali mnie w nos zapach taniego i tłustego żarcia i na pełnej prędkości wjeżdża we mnie na deskorolce hipster z wąsami podkręconymi jak kajzer Wilhelm.
Na drugi dzień rano znów jestem na Moskiewskim, a w ręce mam bilet na "sapsana" do stolicy. Te "sapsany" to duma Rosji: szybkie, bezszmerowe, windy do przemieszczania się pomiędzy dwiema stolicami Rosji, poza którymi zresztą spora część ich mieszkańców nigdy nie była.
Mieszkańcy prowincji pomiędzy Moskwą a Petersburgiem długo nie mogli do tych "sapsanów" przywyknąć - ludzie, jak zawsze, przechodzili przez tory, tylko nie zawsze udawało im się uciec przed czymś pędzącym 250 kilometrów na godzinę. Były ofiary, a "sapsany" nie zawsze zatrzymywały się na miejscu wypadku. Podobno dlatego, że "i tak nie miało to sensu".
Zdarzało się więc, że ludzie atakowali pociągi: tłukli szyby kamieniami i drągami, obrzucali pomidorami. Tak samo jak w Anglii atakowano pierwsze kopcące i wyjące lokomotywy.
Czekając na "sapsana", patrzę, jak podoficer ustawia świeżych rekrutów w dwuszeregu. Nadrabiają minami, ale wyglądają na wystraszonych. Prawie dzieci, każdy w ciemnooliwkowym mundurze, z czarną torbą na ramię. Podoficer też gówniarz i ma podobny mundur, tylko na ramieniu torebkę na pasku, którą we wschodniej Europie chętnie noszą faceci, żeby im portfel i klucze kieszeni nie wypychały. Podoficer odchodzi kawałek, rozmawiając przez telefon, a do oddziału podchodzi pijany facet, niosąc w ręce butelkę z ice tea, mruganiem dając do zrozumienia, że sama ice tea to to nie jest. Chłopaczki odganiają go, zerkając na podoficera.
  • Gdzie jedziecie? - pyta facet, sam popiwszy z butelki. - Na wojnę pewno, chłopaczki, na wojnę. Szkoda żyć waszych młodych...
  • Na jaką wojnę? - odburkuje mu któryś z poborowych. - Idź, ty pijaku, na chuj...
"Sapsan" jedzie. O rany: wagonowi w eleganckich szarych mundurach i białych rękawiczkach. Podają paniom rękę, gdy wchodzą na stopień. Tak, to Rosja taka, jaką sama bardzo by chciała siebie widzieć.
Jest w tym wszystkim coś XIX-wiecznego. Steampunkowy konserwatyzm, nawet jeśli entourage mocno nowoczesny. Po wagonach chodzą oficerowie w odprasowanych mundurach i biznesmeni. Kręci się pachnący młody pop o budowie i urodzie hipstera z reklam H&M w wystających spod habitu jasnych dżinsach i drogich, białych mokasynach. Przez głośnik ciepły głos informuje, że dzieci najlepiej trzymać na rękach, żeby nie zapominać bagażu i w ogóle uważać.
Facet, który rozłożył obok mnie laptop, wydzwania do Hiszpanii po "dużą partię" jakichś paneli, oficerowie wytwornie kozakują do bizneslejdis. Na pociągowych ekranach radziecki film "Razwiedcziki".
Czytam Trawina. Pisze, że Zachód chętnie "oddałby Rosji Ukrainę", tylko mu głupio, bo ta, brocząc majdanową krwią, sama mu się wpycha na salony. Patrzę przez okno na krajobraz, ale nie jest to krajobraz Rosji właściwej, jej centrum cywilizacyjnego. Petersburg powstał za późno, na ugrofińskiej ziemi.
Mam wrażenie, że chcąc zobaczyć obszar odpowiadający polskiemu jądru, terenowi między Krakowem a Warszawą, musiałbym jechać do Moskwy z Kijowa. Patrzę tymczasem na krzepkie lasy, na rzadko porozrzucane osiedla. Elegancki pociąg jadący przez przestrzeń z perspektywy Europy będącą końcem świata. W zachodniej części kontynentu - ba, nawet środkowej - nie ma już tak pustych przestrzeni.
Czytam Trawina: przewiduje powstanie w tym miejscu "międzynarodowego megaregionu", który miałby obejmować Moskwę, Petersburg, Helsinki i Tallinn. Taki megaregion przyciągnąłby zagraniczne inwestycje, pojawiłaby się sieć szybkich połączeń etc. A gdy w Rosji nastanie "normalna władza", to ten megaregion stanie się stymulatorem dla reszty Rosji.
Trawin, liberał, w ogóle nie bierze pod uwagę, że zmilitaryzowana i skorumpowana Rosja, której nie lubi i którą krytykuje, mogłaby zaatakować Zachód. Uważa, że władza próbuje nadal mościć się jak najwygodniej i przez zapewnianie obywatelom jakich takich warunków życia szukać ich poparcia. Uważa, że Rosji nawet się nie opłaca wprowadzać oficjalnie wojsk do Ługańska i Doniecka, bo ściągnie to dalsze sankcje i popsuje relacje z Zachodem.
"Pociąg zbliża się do Moskwy, stolicy Rosji" - odzywa się nagle głos z głośników. Oficerowie mają takie miny, jakby tylko siłą powstrzymywali się od salutowania.
Wysiadam z metra na Czystych Prudach i o mało nie wpadam pod konia, na którym jedzie dziewczyna w przebraniu prasłowiańskiej wojowniczki z dzidą. Plenerowy pokaz rekonstrukcyjny pod tytułem "Bohaterowie ruskich bylin".
Patrzę, jak Rosja wyobraża sobie słowiańskość, i za nic nie przypomina to wyobrażeń Polaków. Żadnych bosych pierdołów z żółtymi wąsami i fryzurami á la Piast Kołodziej. Bardziej przypomina to Madziarów z ich spiczastymi czapkami i zawiniętymi noskami butów, w skórzanych kubrakach i z zakrzywionymi szablami.
A poza tym - Moskwa się amsterdamizuje. Całe miasto pogrodzone budowami, na których pracują głównie ludzie z Azji Środkowej. Wyznaczają ścieżki rowerowe, którymi jeżdżą nieliczni rowerowi hipsterzy. Ulice wyremontowane, a chodniki - asfaltowe. Szyldoza - mocno ograniczona. Kamienice - wyremontowane.
Moskwa jest ładna. Tylko gdzieniegdzie widać pomniki trudnej przeszłości, mastodonty z lat 90., tandetne centra handlowe, które popowstawały w czasach, gdy świętości na jakiś czas przestały istnieć i przestrzeń publiczną można było sobie kupić, jeśli miało się kasę.
W sumie się dziwię, że nikt nie postawił takiego - na przykład - domu towarowego Nautilus, przypominającego morskiego potwora narysowanego przez dziecko, na placu Czerwonym albo nie urządził butiku w mauzoleum Lenina.
No i jest wszystko. Na Nikołajskiej można na przykład zjeść "japońskie bliny". Reklama domu handlowego kusi "mediolańskimi cenami", a nieopodal włóczy się półnagi i wytatuowany zieloną farbą mużyk w klapkach.
Carskość miesza się z radzieckością, nowobogackość - z hipsterskością i żulerką. Na placu Czerwonym, zaraz obok "zerowego kilometra", od którego liczy się wszystkie odległości w Rosji, siedzi bardzo dobrze ubrana kobieta i żebrze, kryjąc się za wysadzanymi kryształkami czarnymi okularami. Ma głupkowaty uśmiech i nie wiem, czy to faktycznie jakaś życiowa tragedia, czy gra dla znudzonych życiem milionerów.
Przed luksusowym hotelem nieopodal stoi portier w liberii ociekającej złotem tak suto jak radziecki generał orderami. Ale buty ma tanie i przykurzone.
Zaraz za hotelem zaczyna się narysowane miasto: cały kwartał obwieszony płachtami, na których namalowano fasady zakrytych przez nie kamienic. Wygląda to surrealistycznie i niesamowicie.
W środku tego wszystkiego siedzi Kreml - jak miasto w mieście. Jak średniowieczny zamek, w którym, jak w bajkach, żyje król odgrodzony od świata murami, wokół których rozpościera się miasto. Bzyczące, szumiące, westernizujące się, leżące w samym środku pustki.
Mieszkam na Czystych Prudach i codziennie wracam do hostelu przez słowiańską starożytność. Przechodzę pomiędzy poustawianymi na chodniku słowiańskimi demonami i bożkami, światowidami i smokami, które stoją pod kolejnym potworem z lat 90. noszącym dumną nazwę Czistyje Prudy Biznies Cientr.
Upał jak diabli. Gdzieś z głębin Syberii, rozgrzanej latem jak kamień włożony do pieca, bucha na Moskwę żar. Niebo co noc jarzy się pomarańczowo.
Wieczorami miejscowe knajpy zaczynają szaleć. Gra muzyka, a przez tłum ludzi palących papierosy na chodnikach i ulicy wolno przejeżdżają samochody.
Siedzę na piętrze w hostelu i patrzę na wszystko z góry. Albo schodzę na dół, przed hostel, gdzie co wieczór popija whisky prosto z butelki ten sam skład: Misza z Sachalinu, Artiom z Kaliningradu i Żenia z Dniepropietrowska.
Misza z Sachalinu rapuje (o tym, że z końca świata przyjechał tutaj, do centrum świata), a Artiom, z drugiego końca nieskończonej Rosji, robi ustami bity. Żenia pali jointy i średnio się przejmuje faktem, że zaraz obok jest posterunek milicji. Narzeka, że "junta" w Kijowie przemianowała mu miasto na "Dnipro", ale on i tak będzie mówił "Dniepropietrowsk".
Wszyscy przyjechali tu szukać pracy i pomieszkują w hostelu tymczasowo. Mówią, że wszystko w Rosji się zmienia. Że policja nie bierze łapówek. No, prawie nie bierze. Że za mniejsze rzeczy jeszcze można się za kasę wymigać, ale za grubsze już nie. Sama policja też już inna niż ta stara, radziecka: nie ma już czap XXL i brzuchów opatulonych mundurem ze ściągaczem; gliniarze chodzą po ulicach w czarnych kombinezonach i czarnych beretach. Sporo z nich jest Kaukazczykami i w tych strojach kojarzą się z wojskiem jakiejś południowoamerykańskiej junty.
Dmitrij, dziennikarz, który kiedyś był opozycjonistą, a później przeszedł na ostry proputinizm, mówi, że przejrzał na oczy. Spotkaliśmy się przy stacji metra Nowokuznieckaja, w otoczeniu knajp i ulicznych grajków. Mówię mu, że Moskwa stała się fajnym miastem. Macha ręką. Fajnie, mówi, że się buduje, że się naprawia, ale po cholerę te pedalskie ścieżki rowerowe?
  • To jest sprawka pieprzonych liberałów!
  • Jakich liberałów? - dziwię się. - Przecież to nie liberałowie rządzą w Moskwie!
Dmitrij patrzy na mnie dziwnym wzrokiem.
  • Z otoczenia Putina - odpowiada. - Źle mu doradzają. Po co w Moskwie ścieżki rowerowe, jak zima większość roku? Tu autami się jeździ.
Zaprasza do domu. Jedziemy metrem. Dmitrij śmieje się z tych, którzy opowiadają niestworzone, jak mówi, rzeczy o Rosji jako o siedzibie zamordyzmu i autorytaryzmu. Opowiada o bezdusznych liberałach, którzy w Moskwie wyburzają stare budynki, zostawiając tylko fasady - a on jest romantykiem i stare budynki kocha. Opowiada też o Katyniu. Stalin - jak twierdzi - kazał wymordować polskich oficerów dlatego, że bał się powtórki z historii Legionu Czechosłowackiego, który w czasie rewolucji woził się po całej Rosji i kontrolował, co chciał.
Przeopowiada tak całą drogę, wszystkie stacje i przesiadki, aż w końcu stajemy pod starą chruszczowką na podmoskiewskim osiedlu.
  • No. Teraz będziesz mógł napisać, że proputinowski propagandysta żyje bardzo źle.
Ale źle nie jest. Mieszkanie, choć skromne, całkiem przytulne. Wygląda jak stereotypowe mieszkanie radzieckiego - albo poradzieckiego - intelektualisty. Ściany zawalone książkami, mała kuchenka i stół w dużym pokoju, przy którym pijemy wódkę.
Jemy gotowane ziemniaki, kiszone warzywa i galaretę, a Dmitrij mówi, że Zachód musi paść, bo nie ma już w nim religii, a bez religii i płynących z niej wartości padnie nawet ekonomia.
Pijemy, a on atakuje. Głównie Zachód. Robi to w sposób charakterystyczny dla populistycznych harcowników. Albo myśliwych polujących na mamuta. Uderza w dobrze zidentyfikowane słabe punkty, a potem nie czeka na ripostę, tylko odskakuje - i atakuje kolejny punkt.
Interwencja w Libii, w Iraku, w Kosowie.
Przymuszanie do demokracji.
Otaczanie Rosji bazami wojskowymi.
  • Z praw człowieka zrobiliście religię! - podnosi palec do góry, zapominając, że dopiero co zarzucał Europie całkowity brak wartości.
  • Kiedyś był w Europie suprematyzm rasowy, później kulturowy, a teraz macie instytucjonalny - głosi, nie zwracając uwagi nato, że dopiero co gromko przeciwstawiał się "terrorowi politycznej poprawności". - Uważacie, że można nami gardzić, bo mamy gorsze sądy i mniej sprawnie działającą demokrację od was!
  • Juncker jest faszystą! - krzyczy. - Sprzeciwiał się demokratycznemu wyborowi Austriaków, którzy głosowali na Norberta Hofera!
  • A to nie Hofer jest faszystą? - pytam.
  • Nie jest - odpowiada bez mrugnięcia okiem - jeśli jego partia była legalnie zarejestrowana.
Czasem sięga już wyżyn absurdu, twierdząc na przykład, że to nie Rosja znajduje sobie partnerów w europejskiej skrajnej prawicy, tylko zmusza ją do tego zachodni mainstream, który z Rosją nie chce rozmawiać. Na koniec ogłasza, że Polacy i Rosjanie są podobni. Na przykład nie lubią pedałów. Powinni być z tego dumni - oznajmia, a ja proszę go o numer na taksówkę.
Wracam przez piątkową noc. Taksówka stoi w korku. Przyglądam się kierowcom. Jakiś czarnoskóry facet ma na lusterku georgijewską wstążkę. Jakieś dresy chcą się z nami ścigać stuningowaną ładą. Jakiś koleś prowadzi jeepa, na który nakleił jednocześnie symbol transformersów i napis "Spasibo diedu za pobiedu".
Bliżej Czystych Prudów po ulicy galopują dziewczyny na koniach. Pod hostelem siedzą Misza i Artiom i rapują pod whisky. Jointów nie ma, bo Żenia powiedział, że pieprzy to szukanie roboty, i wrócił do Dniepropietrowska.
Na Nowym Arbacie znajduję plakat deputowanego Wiaczesława Łysakowa, który krzyczy: "Władza pod obywatelską kontrolę". Zdziwiłem się: co to za opozycjonista inicjujący niebezpieczne oddolne ruchy? Patrzę na dół plakatu, a tam jak byk napisane: "Jedinaja Rossija".
Odchodzę z oczami w słup.
  • Tylko frajerzy wierzą w demokrację - powtarzam sobie, chodząc po stolicy autokratycznego kraju, która z wyglądu coraz bardziej przypomina Zachód. W którym żyje się, mimo kryzysu, na całkiem niezłym poziomie.
Po cholerę demokracja, skoro, jak tu wszyscy uważają, nie wierzy w nią nawet Zachód? Po co się oszukiwać, wystarczy stworzyć miraż, kopię - i mieć to samo u siebie, tylko bez tego pieprzenia z wolnościami obywatelskimi i polityczną poprawnością. Zamiast lokować swoją partię w wyborczym wyścigu na scenie politycznej, wystarczy wsadzić całą scenę polityczną - od lewicy i liberałów po prawicę i ruchy obywatelskie - do swojej partii.
Patrzę na to udawane, przegięte hipsterstwo i przypominam sobie Berlin, gdzie to wszystko, cały ten bezproblemowy lajfstajl zbudowano na dojrzałej akceptacji, tolerancji i bezwarunkowej wolności, a tutaj próbowano przeszczepić wyłącznie jego formę bez zrozumienia istoty rzeczy. Jako symbol otwartości przyjęto budowanie ścieżek rowerowych, po których mało kto jeździ, i pozwolenie obywatelom na siadanie na trawnikach w parkach.
Ale Moskwa i Piter były miastami orbitującymi. Równie dobrze mogły leżeć na Pacyfiku - klimat przyjemny, morska bryza, a nie tu, w środku eurazjatyckiego gigalądu, gdzie zimą wiucha mrozem, jakby słońce zgasło, a latem bucha żarem, aż lasy płoną.
Moskwa i Piter to nie jest Rosja, bo z resztą kraju nie mają wiele wspólnego, ale jednocześnie to istota Rosji - bo jeśli ściąć te dwie głowy rosyjskiego orła, to ciało nie będzie miało pojęcia, co ze sobą dalej robić.
  • Na prowincji nie istniejemy - mówi Iwan, dziennikarz jednej z liberalnych gazet. - Na opozycję prawie nikt nie głosuje. Nie to, że kochają Putina, czasem go wręcz nienawidzą. Po prostu nie ma nikogo innego, a nas nie traktuje się poważnie. Tylko frajerzy wierzą w demokrację.
  • A wy wierzycie? - pytam.
  • No... - waha się. - U nas jest narracja taka sama jak wszędzie indziej w Europie. Poza jedną rzeczą: nie mamy pojęcia, skąd się u was wzięło to przekonanie, że Putin kogokolwiek najedzie. Przecież tyle wysiłku włożył w zbudowanie swojej pozycji, w kupienie narodu tą całą pseudowesternizacją. Przecież on chce w spokoju dożyć śmierci i rządzić, ile się da, albo namaścić kogoś na następcę - byle nie oddać władzy komuś, komu przyjdzie do głowy wsadzić go do pierdla.
  • Ale jeśli ktoś jednocześnie na potęgę się zbroi i pada mu gospodarka - mówię - to nie może być z tego nic dobrego.
Wzrusza ramionami.
  • Kto wie, czy cała ta akcja z militaryzacją to nie po to, żeby Zachód wiedział, że jeśli będzie pod Putinem dołki kopał, to tutaj dojdzie do takiego samego szaleństwa jak w Libii po Kaddafim. Być może liczy na to, że Zachód wystraszy się takiej perspektywy i zostawi go w spokoju. A dochrapał się pozycji, jakiej chciał. Rosja wstała z kolan. Nikt nie traktuje jej już z litością i pobłażaniem jak za Jelcyna. Po co mu więcej?
Idziemy na piwo. Z nami dziewczyna, Wiera. Wiera pochodzi z Sewastopola, z Krymu. Mieszka w Moskwie, ale jest liberałką, więc w ramach protestu przeciwko aneksji nie chciała wymienić ukraińskiego paszportu na rosyjski.
  • A twoi rodzice - pytam - chcieliby, żeby Krym wrócił do Ukrainy?
  • A skąd! - uśmiecha się. - Oni za Putinem.
  • A ty byś chciała?
  • Eee - myśli. - Teraz, jak tam już wszystko pozmieniali... telefony, banki, policję, wszystko - znowu zmieniać od początku? Ludzie od tego oszaleją. To już może niech będzie tak, jak jest.
Wracam do hostelu. Tam czeka już tylko smutny Sachalińczyk. Artiom wrócił do Kaliningradu.
Tekst jest fragmentem książki pod tytułem "Międzymorze" , zapisu podróży Ziemowita Szczerka przez Europę Środkową, która ukaże się nakładem wydawnictw Agora i Czarne na przełomie 2016 i 2017 r.
*Ziemowit Szczerek ur. w 1978 r., dziennikarz, pisarz, tłumacz. Autor m.in. "Przyjdzie Mordor i nas zje", "Siódemki". Za książkę - "Tatuaż z tryzubem" nominowany do tegorocznych nagród literackich: Angelusa i Nike.
źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,20538288,tylko-frajerzy-wierza-w-demokracje-ziemowit-szczerek-podrozuje.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]